Mały, stary Rynek *
Mały Rynek zawsze miał trochę kompleksów w stosunku do dużego. No i nie dziwcie się: na dużym wciąż parady i korowody, hołdy pruskie i przysięgi kościuszkowskie, a tu jeszcze sto lat temu handlowano tuszami ubitych na pobliskim Kotłowem wołów i jałówek. W dodatku Mały z tego powodu najzwyczajniej śmierdział, więc po prostu dawni krakowianie nazywali go bez ogródek Wendetą albo Tandetą. A przecież wstydzić się nie było czego. Handel mięsny na Wendecie był tak doskonale zorganizowany, że wzbudziło to podziw osobistego sekretarza włoskiego kardynała Gaetano. Można więc powiedzieć, że to Mały narzucił wspólnej Europie słynne normy higieniczne, na które dziś niejeden polski biznesmen utyskuje.
To jednak dopiero początek zasług Małego dla Krakowa i ludzkości. Tutaj, przy południowym boku, na rogu Siennej i Stolarskiej, powstał najstarszy pod Wawelem Ośrodek krzewienia kultury, słynna Szkoła Panny Marii, założona w XIII wieku przez biskupa Iwona Odrowąża. Szkołę zburzono w roku 1812, ale wcale nie był to jedyny biskupi akcent na tym starym placu.
Cały zachodni bok Małego Rynku od średniowiecza był bastionem katolicyzmu. Do dziś góruje nad nim potężne prezbiterium kościoła Mariackiego, nieco skromniejsze kościoła św. Barbary, Kolegium Jezuickie i na dokładkę wikarówka. Nie przeszkadzało to wszystko na początku XVII wieku mistrzowi cechu złotniczego Samuelowi Piaskowskiemu zaprosić do swej kamienicy, stojącej dokładnie naprzeciwko wymienionych świętości, orędowników reformacji. Pobożny lud krakowski zorganizował szturm na heretyków i już chciał ich gniazdo spalić. A jak myślicie, co zrobił ówczesny biskup? Nie, nie podesłał dymiących pochodni. Wykazał się wspaniałą tolerancją i podstawił na miejsce oddział prywatnego wojska, reformatorom na ochronę, bo nie uważał za stosowne prowadzenia dyskusji przy pomocy siły.
O jednej jeszcze pięknej karcie z dziejów Małego Rynku trzeba tu wspomnieć koniecznie. 3 stycznia 1661 roku w oznaczonej numerem 6. Kamienicy Szoberowskiej zaczęto tu wydawać pierwszą w kraju gazetę, „Merkuryusz Polski”. Niestety, po 41. numerze Merkuriuszowi zmieniono przymiotnik z „polskiego” na „ordynaryjny”, a redakcję przeniesiono do Warszawy. Co, jak się łatwo domyślić, zaskutkowało upadkiem tytułu.
Marta Szulc
________________________
* artykuł ukazał się w naszym magazynie DoIt! nr 01/07, który można otrzymać w siedzibie Szkoły przy Małym Rynku 3 lub pobrać w wersji elektronicznej w zakładce Z życia Szkoły >>> DoIt!.
|
|
|
|
|
|
|
|
|




